Doktor dziwny w multiwersum wydajemisizmu

Jest uniwersum Marvela, jest uniwersum Gwiezdnych Wojen i jest uniwersum wydajemisizmu, czyli naturalny habitat wszystkich słodkich misiów o bardzo małej potrzebie rozumienia tematów, na które się wypowiadają. Uniwersum, w którym nie tylko nie przeprowadza się badań, ale nawet nie sięga do tych, które już przeprowadzono.

Ale właśnie dzięki temu można w nim wypisywać wszelkie głupotki. Wystarczy, że nam się wydaje i można. A jeżeli pasuje nam to jeszcze do jakiejś tezy? Oj, to dopiero można, jeszcze jak!

Można sobie w nim rąbnąć banery, z których wynika, że w latach 50. przeciętna polska rodzina składała się z matki, ojca i szóstki dzieci, a w latach 80 z dwójki rodziców i czwórki pociech. Komu chciałoby się zajrzeć do statystyk, by sprawdzić, w latach 50 współczynnik dzietności wynosił w Polsce 3.7, a w latach 80. 2.08. Przecież to psuje narrację.

A w tym uniwersum można wypisywać wszelkie głupoty, które stosunkowo łatwo można zweryfikować. I to jest dopiero FUN!

Na przykład, jeżeli dekadę temu Antka siostry szwagra brat powiedział nam, że kuzyn siostry żony jego bratanka mówi czasem „cool”, to możemy rozwodzić się na tym, że „bez słowa cool już nie określamy prawie żadnego naszego pozytywnego odczucia”.

I jeżeli nam się chce (a chce nam się bardzo), to można nawet te zapożyczenia z języków obcych połączyć z „modą na feminatywy”! Kto bogatemu zabroni? Można przy tym stwierdzić, że to „moda”– a jakże – nowa i napisać „w naszym języku zawsze był gość i to niezależnie od jego płci”. Na wypis ze słownika sprzed 100 lat, gdzie jak byk stoi „gościni”, można odpowiadać, że przecież każdy może mieć swoje zdanie ?. Słownik ma swoje zdanie, autor swoje. Bowiem w tym uniwersum poglądy warte są tyle samo, co fakty.

Wiedza? Cóż wiedza.

NIE MOŻEMY POZWOLIĆ, BY WIEDZA PRZESZKADZAŁA NAM W POGLĄDACH. Zwłaszcza, jeżeli w pogoni za wyświetleniami i lajeczkami czujemy nieposkromioną potrzebę ciągłego dzielenia się tymi poglądami z publicznością. A czujemy, więc nawet tekst o mobbingującym dziennikarzu, możemy zaczynać tak:

„Składa się akurat tak, że na ten temat mam zdanie, więc się nim podzielę.”

ꓗꭒⱤⴍꓥ, a może jednak raz w życiu nie?

W czy na Ukrainie. Narodowy test na empatię.

Przecież z językowego punktu widzenia wszystko zostało już w tej materii powiedziane. Przyimka „na” używamy w stosunku do wysp (na Bermudach) tudzież obszarów przynależących do większej całości (na Śląsku). „W” czy „do” używamy z kolei w stosunku do niepodległych krajów. Do Niemiec, w Polsce. Z „na Węgry” i „na Słowację” sprawa jest i nie jest taka sama jak z „na Ukrainę”. JEST, ponieważ to również były terytoria stanowiące część innego państwa (Austro-Węgier, Czechosłowacji) i NIE JEST, ponieważ Słowacy i [...]

Więcej

Ortoterroryzm, grammar nazi i cyberpoprawiactwo

Albo niech ktoś napisze „włanczać”. O borze, jak my to kochamy. Od razu podnosi się nam na skórze włosie, twardnieje nam krytyczna fraza, już czujemy na języku słodko-słony smak zwycięstwa. Z miejsca możemy sobie takiego delikwenta lub delikwentkę ustawić. Pokazać, że jesteśmy ponad, że kapitał kulturowy, którym obraca nasz(a) interlokutor(ka), to przy naszym kapitale są przecież jakieś drobne. Może na żywo byśmy tego nie zrobili, bo przecież publiczne wytykanie błędu językowego to – powiedzmy sobie delikatnie – [...]

Więcej

Teksty o języku, kulturze i sztuce

Teksty poświęcone zagadnieniom językowym oraz dziełom i produktom kultury.

Teraz możesz zostawić mi swojego maila.

Daję Ci słowo (a nawet całe zdanie!), że poinformuję Cię, gdy na stronie pojawi się nowy tekst. Bo po to tu jesteś, prawda 🙂?