Z poprawnością też da się przesadzić!

Ile groszy znalazłaś?
[Pięćdziesiąt], [pieńdziesiont], [piendziesiont] czy [pisiont]?

Uwaga, zaskoczenie: pierwsza forma jest równie niepoprawna co czwarta.
Serio, [piĘĆdziesiĄt] to hiperyzm. Forma hiperpoprawna.

I teraz żebyśmy się dobrze zrozumieli. Bo już kiedyś – gdy mówiłem, że wymowa [jabłko] jest hiperopoprawna, a poprawnie mówimy [japłko] lub nawet [japko] – usłyszałem, że „lepiej być hiperoprawnym niż niepoprawnym”. Oczy otwarły się mi szeroko jak państwowa kasa, gdy trzeba kupić willę dla znajomych fundacji.

Bo to jak powiedzieć: lepiej złamać rękę niż kończynę.

Hiper nie znaczy super. Nawet w komiksach nie mamy hiperbohaterów, lecz superbohaterów. Hiperbohaterowie byliby bohaterami tak przegiętymi, że aż szkodliwymi. Spider-Man pewnie konsumowałby przy pomocy wydatnych szczękoczułek złapaną w sieć Mary Jane.
Hiperpoprawność = niepoprawność.

Niepoprawność, która polega na czym? Ano, na przykład na tym, że wymawiając [jabłko] czy [pięćdziesiąt] tak bardzo skupiamy się na „poprawnym” wymówieniu poszczególnych głosek, że przestajemy zwracać uwagę na ich sąsiedztwo. A przecież to właśnie od sąsiedztwa zależy wymowa głoski. W [japłku] „b” MUSI stracić dźwięczność przez bliskość bezdźwięcznego „k”.

Wychodząc od tego przykładu powiedzieć byśmy mogli, że hiperpoprawność jest trochę jak widzenie tunelowe. Pozwala nam dostrzegać tylko część wyrwanych z kontekstu i oderwanych od rzeczywistości zasad, do których bezrefleksyjnie się przywiązujemy.

Dlaczego? Chociażby w imię walki z wymową… regionalną, którą (na przykład w szkole) ktoś mógł przedstawiać nam jako gorszą. I tu leży pies pogrzebany. Zakładamy, że istnieją polszczyzny lepsza i gorsza(regionalna), i od tej drugiej powinniśmy uciekać.

Z połączenia tego założenia oraz braku wiedzy o tym, jak faktycznie funkcjonuje język, powstaje kapitan hiperpoprawność, który prowadzi do tak kuriozalnych praktyk, jak obsesyjne podkreślanie „ę” na końcu wyrazów [mówiĘ] .

Nie ma polszczyzn lepszych i gorszych. Nie jest tak, że z jakichś przyczyn warszawska wymowa lepsza jest od podlaskiej, śląskiej czy poznańskiej. A lepsze – w szczególności hiperpoprawne – jest wrogiem dobrego.

Czy kierowczyni powinna jeździć samochodzicą?

Po raz kolejny dostaję wiadomość (oczywiście od pana) z pytaniem o to, dlaczego zwolenniczkom i zwolennikom feminatywów nie przeszkadza to, że na przykład „zawód” jest rodzaju męskiego. Bo przecież skoro tak im przeszkadza nazywanie się „kierowcą” i muszą wymyślać te całe „kierowczynie”, to może by były konsekwentne i wykonywały nie TEN „zawód” tylko TĘ „zawódkę”.No i ja bardzo przepraszam, ale gdybym był dawną nauczycielką języka polskiego takiego delikwenta, to faktycznie poczułbym zawód tak wielki, że może i [...]

Więcej

Po co nam informacje o wysokości nakładu?

Chciałem zwrócić uwagę na godną pochwały praktykę wydawnictwa ArtRage.Praktyka jest niezwykle prosta: w stopce redakcyjnej ArtRage informuje o wysokości kolejnych nakładów danego tytułu.Jeżeli zajrzycie do książek wydawanych dawniej (na przykład w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych), to również znajdziecie takie informacje.W tytułach wydawanych dziś przez duże wydawnictwa takich informacji nie uświadczycie.Dlaczego?Bo na rynku wydawniczym wszyscy kłamią.Zwłaszcza w materii liczby sprzedanych egzemplarzy.A gdy nie ma informacji o [...]

Więcej

Teksty o języku, kulturze i sztuce

Teksty poświęcone zagadnieniom językowym oraz dziełom i produktom kultury.

Teraz możesz zostawić mi swojego maila.

Daję Ci słowo (a nawet całe zdanie!), że poinformuję Cię, gdy na stronie pojawi się nowy tekst. Bo po to tu jesteś, prawda 🙂?