A teraz położymy się i umrzemy.

Zwykle nie mówimy o sobie w liczbie mnogiej, prawda?

No, chyba że jesteśmy królem Julianem. Wtedy od progu krzyczymy „UWAGA, WY MAŁE SMUTNE GŁÓWKI, NASZA WIELMOŻNOŚĆ WCHODZI”.

No, albo jeżeli oczko się nam odkleiło i nie skumaliśmy, że w Polsce XXI wieku nie ma systemu feudalnego, więc dalej roimy sobie jakieś hrabiowskie czy książęce tytuły i sięgamy po pluralis maiestatis, by i otoczenie przekonać, że to nie z nami jest coś nie tak, tylko świat cofnął się o kilkaset lat.

Bowiem kiedyś do (lub o) „wysoko urodzonych” mówiło się właśnie w liczbie mnogiej, by podkreślić aspekt dostojeństwa, wyższy status klasowy.

Mowa, co warte podkreślenia, o czasach słusznie minionych.

W języku przetrwało nam coś innego. Coś, co na potrzeby tego tekstu nazwałbym pluralis damnatis.
Używamy go, by – może nieświadomie i bez złych intencji – ale jednak kogoś upupić. Najczęściej w rozmowach z dziećmi, osobami z niepełnosprawnością lub starszymi.

„A teraz się ubierzemy”, „a teraz się umyjemy”, „a teraz pójdziemy do toalety”, choć wszystkie te czynności dotyczą tylko drugiej osoby.

Używanie liczby mnogiej zamiast pojedynczej jest jednym z elementów elderspeaku (bardzo podobnego do babyspeaku), który wynika ze stereotypowego postrzegania osób starszych, jako tych o obniżonych kompetencjach komunikacyjnych.

Istnieje coś takiego jak teoria akomodacji mowy. I wedle tej teorii komunikacyjnie dostosowujemy się do drugiej osoby. To samo w sobie nie jest złe, bo przecież chodzi przede wszystkim o to, by się dogadać. Elderspeak opiera się jednak na… przesadzie. Na dostosowaniu się do stereotypu (nie zaś realnych możliwości drugiej osoby) i narzucaniu tego stylu komunikacji.

To zamykanie drugiej osoby w stereotypie i odbieranie jej podmiotowości. Pluralis damnatis.
Język inkluzywny to nie tylko ujmowanie osób niebinarnych czy unikanie określeń stygmatyzujących ze względu na pochodzenie, rasę czy orientację. To skupienie na drugiej osobie i traktowanie jej z szacunkiem.

Wszyscy jesteśmy równi. W komunikacji też.

Czy kierowczyni powinna jeździć samochodzicą?

Po raz kolejny dostaję wiadomość (oczywiście od pana) z pytaniem o to, dlaczego zwolenniczkom i zwolennikom feminatywów nie przeszkadza to, że na przykład „zawód” jest rodzaju męskiego. Bo przecież skoro tak im przeszkadza nazywanie się „kierowcą” i muszą wymyślać te całe „kierowczynie”, to może by były konsekwentne i wykonywały nie TEN „zawód” tylko TĘ „zawódkę”.No i ja bardzo przepraszam, ale gdybym był dawną nauczycielką języka polskiego takiego delikwenta, to faktycznie poczułbym zawód tak wielki, że może i [...]

Więcej

Po co nam informacje o wysokości nakładu?

Chciałem zwrócić uwagę na godną pochwały praktykę wydawnictwa ArtRage.Praktyka jest niezwykle prosta: w stopce redakcyjnej ArtRage informuje o wysokości kolejnych nakładów danego tytułu.Jeżeli zajrzycie do książek wydawanych dawniej (na przykład w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych), to również znajdziecie takie informacje.W tytułach wydawanych dziś przez duże wydawnictwa takich informacji nie uświadczycie.Dlaczego?Bo na rynku wydawniczym wszyscy kłamią.Zwłaszcza w materii liczby sprzedanych egzemplarzy.A gdy nie ma informacji o [...]

Więcej

Teksty o języku, kulturze i sztuce

Teksty poświęcone zagadnieniom językowym oraz dziełom i produktom kultury.

Teraz możesz zostawić mi swojego maila.

Daję Ci słowo (a nawet całe zdanie!), że poinformuję Cię, gdy na stronie pojawi się nowy tekst. Bo po to tu jesteś, prawda 🙂?