Czy potrafimy (ze sobą) rozmawiać w internecie?
Rozmowy w internecie są trochę jak jazda samochodem.
Jeżeli ktoś nie wie, na czym polega taka jazda, to już tłumaczę. Otóż głównie darciu ryja w metalowej puszce. I to nie tylko w sytuacjach potencjalnie niebezpiecznych kolizji. W.każdej.możliwej.sytuacji.
Samochód przed nami jedzie 55 na godzinę, chociaż ograniczenie jest do 60? Od razu wduszamy klakson i japę rozdzieramy, że „ty łajzo leniwa, ty łajzo najgorsza, czy ty nie możesz jechać szybciej?! Wleczesz się jak narracja w »Nad Niemnem«!”
I w ten sposób między nami, tj. pierwszym osobnikiem zamkniętym w metalowej puszce a drugim osobnikiem zamkniętym w zupełnie innej metalowej puszce, zachodzi kontakt, nie zachodzi jednak skuteczna komunikacja. Kod, którego używamy (czyli klaksonienie i piłowanie gardła) jest wyjątkowo nieprecyzyjny, a przez to trudny do odczytania, choć – przynajmniej w teorii – odnosi się do tego samego kontekstu (tj. sytuacji na drodze).
Odbiorca, który słyszy klakson i widzi w lusterku naszą japę rozdziawioną tak szeroko, że nie ma problemu z dostrzeżeniem początków próchnicy na dolnej siódemce, pomyśleć może, że światła ma zepsute, ogień mu bucha z wydechu lub nie domknął bagażnika, z którego na drogę sypie się cebula (co jasno wskazuje na to, że akcja dzieje się w Polsce).
A wszystko dlatego, że nie ma między nami prawdziwego kontaktu. To z kolei rodzi frustrację (którą wyładowujemy decybelami klaksonu i jadaczki). To komunikacja, w której nie dostrzegamy drugiej osoby, lecz drugą puszkę na kołach. Zdehumanizowana.
Jak w internecie, w którym nie dostrzegamy drugiej osoby, jedynie martwy awatar. Z zadziwiającą łatwością potrafimy interpretować zachowania tych awatarów (bo przecież nie osób!) jako wymierzone w nas, agresywne, złośliwe. Nie widzimy bowiem mimiki tej osoby, nie słyszymy intonacji, z jaką wypowiada słowa, nie mamy realnego kontaktu.
I – żeby nie było – też tak miewam. Też zdarza mi się rzucać w dyskusję jak rozjuszonemu ratlerkowi, żeby kąsać polemiką po łydkach. Ale słuchajcie, bo mam taką zaskuakująco świeżą myśl.
Otóż: to nie jest najmądrzejsza strategia komunikacyjna.
Maciej Makselon