Nicpoń!

Jakiś czas temu na antenie radia 357, akurat kiedy miałem zaszczyt zastępować profesorkę Kłosińską w audycji rozmówki polsko-kubańskie, zapytany zostałem o słowo „Nicpoń”. A piękne jest słowo! I pięknie się nam w języku rozkokosiło.

Bo to – drodzy Państwo – był jedynie gwaryzm (prawdopodobnie wielkopolski), który wdarł się do polszczyzny ogólnej.

Ale skąd on się był wziął, ten nicpoń, poza tym, że z gwary? Ano, części z Was intuicja może podpowiada – całkiem słusznie zresztą – że od zwrotu „nic po nim”, który bardzo blisko jest „nic po tym”. Zwrotu, który w czasach, które pamięta jedynie Edyta Górniak, potrafił funkcjonować również jako jedno słowo, tj. „nicpotem”. Taką formę możemy znaleźć na przykład w „Pamiętnikach” Jana Chryzostoma Paska, które może nadal (niekoniecznie w przyjemny sposób) śnią się po nocach osobom, które studiowały lub studiują polonistykę. I odnosić „nicpotem” mogło do osób, ale mogło funkcjonować również jako przysłówek, który znaczył tyle, co „bez sensu”.

A skoro wiemy już, że to słowo funkcjonowało u Paska, to pewnie każdy, kto interesuje się literaturą, pewnie wykminił, że u Sienkiewicza też musiało się pojawić. Bo żeby coś występowało u Paska i potem tego nie było u autora „Potopu”? Nie ma takiego grania.

W języku regionalnym pojawiały się różne nicponia wariacje. Szczególnie uroczymi znajduję „nicpotaka” i „nicpotniaka”, który brzmi, jakby psocenie stanowiło dla niego wyjątkowy wysiłek (if u know, u know).
Ale wszystkie one gdzieś w XIX wieku zostały wyparte przez nicponia i nicpotę, które – jak to łobuzy – rozpychały się łokciami w polszczyźnie ogólnej. Ale możemy chyba stwierdzić, że się te gałgany z wiekiem się trochę uspokoiły, o czym mogłoby świadczyć to, że w żywym języku jest ich coraz mniej.

I nie wiem jak Wy, ale ja żałuję. Bo wyjątkowo ładnie brzmią.

No właśnie, bo takie mam pytanie na koniec. Jak to jest, że słowa, które oznaczają łobuzów, brzmią tak pięknie? Ladaco, huncwot, gałgan, miglanc.

Może po prostu słowotwórstwo leci na niegrzecznych chłopców?

Czy kierowczyni powinna jeździć samochodzicą?

Po raz kolejny dostaję wiadomość (oczywiście od pana) z pytaniem o to, dlaczego zwolenniczkom i zwolennikom feminatywów nie przeszkadza to, że na przykład „zawód” jest rodzaju męskiego. Bo przecież skoro tak im przeszkadza nazywanie się „kierowcą” i muszą wymyślać te całe „kierowczynie”, to może by były konsekwentne i wykonywały nie TEN „zawód” tylko TĘ „zawódkę”.No i ja bardzo przepraszam, ale gdybym był dawną nauczycielką języka polskiego takiego delikwenta, to faktycznie poczułbym zawód tak wielki, że może i [...]

Więcej

Po co nam informacje o wysokości nakładu?

Chciałem zwrócić uwagę na godną pochwały praktykę wydawnictwa ArtRage.Praktyka jest niezwykle prosta: w stopce redakcyjnej ArtRage informuje o wysokości kolejnych nakładów danego tytułu.Jeżeli zajrzycie do książek wydawanych dawniej (na przykład w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych), to również znajdziecie takie informacje.W tytułach wydawanych dziś przez duże wydawnictwa takich informacji nie uświadczycie.Dlaczego?Bo na rynku wydawniczym wszyscy kłamią.Zwłaszcza w materii liczby sprzedanych egzemplarzy.A gdy nie ma informacji o [...]

Więcej

Teksty o języku, kulturze i sztuce

Teksty poświęcone zagadnieniom językowym oraz dziełom i produktom kultury.

Teraz możesz zostawić mi swojego maila.

Daję Ci słowo (a nawet całe zdanie!), że poinformuję Cię, gdy na stronie pojawi się nowy tekst. Bo po to tu jesteś, prawda 🙂?