Czy kropka (lub jej brak) może stać się elementem wojny kulturowej?
Po socjalach latała ulotka, gazetka, broszurka… no nie wiem, jak nazwać ten… twór sztabu Sławomira Mentzena. Ale głośno zrobiło się o nim z powodu rzekomo źle postawionej kropki po „dr”. A tymczasem ta kropka jest bodaj najsensowniejszą rzeczą, która się Sławkowi w karierze politycznej przydarzyła. Ponieważ skracała wyraz „doktora” (dopełniacz!), który nie kończy się na „r”, lecz na „a”. Stoi tam, gdzie stać powinna.
Ale z kropkami potrafi być ciekawiej.
Ostatnio na tym portalu bardziej zawodowym zaczepiła mnie w tej sprawie pewna pani doktorka, by podzielić się ze mną konstatacją, którą usłyszała na swojej uczelni, tj. że niebawem kropka lub jej brak będzie definiować kobiety jako zwolenniczki lub przeciwniczki feminatywów.
I chodziło właśnie o kropkę po skrócie „dr”.
I ja wiem, że w większości głów pojawia się teraz taki wielki neonowy napis, który jednak nie krzyczy „MONOPOLOWY 24/7”, tylko „ALE JAK TO?!”. Ano tak, że przecież nie mówimy o skrócie słowa „doktor”, lecz „doktorka”, które to słowo – jeżeli ktoś nie zauważył – również nie kończy się na „r”. Zatem i kropka zatem należy mu się jak Mentzenowi pytania o chęć wyjścia z UE.
I ciekawostka: w roku 1904 czytelnicy „Poradnika Językowego” wystosowali pismo protestacyjne przeciwko „GWAŁCENIU JĘZYKA POLSKIEGO i łączeniu z nazwiskami żeńskiemi tytułu DR.”.
I nie chodziło wcale o niechęć do feminatywów. Przeciwnie. Protestujący postulowali, by zamiast skrótu „dr” uzupełnionego o kropkę pisać… „drka”. Widocznie w ich opinii skrót z kropką w sposób niewystarczająco precyzyjny wskazywał na rodzaj gramatyczny osoby opisywanej.
Oczywiście osobiście mam nadzieję, że kropka (lub jej brak) przyczynkiem do żadnej naparzanki kulturowej się nie stanie. Lepiej by było, gdyby język nas łączył zamiast dzielić.
I tu ktoś może powiedzieć: no dobrze, ale skoro ma łączyć, to nie lepiej, by była jedna forma dla wszystkich? Czy te rozróżnienia nas nie dzielą?
Gdyby tak było, to każdy przejaw różnorodności musielibyśmy pojmować jako podział. I wszystkich musielibyśmy przycinać do jednego wzoru.
Różnorodność przyczynia się do tworzenia podziałów tylko wtedy, gdy nie wyrażamy na nią zgody.
Koniec, kropka.
Maciej Makselon