Co to jest błond?

Jak to co? Błąd to jest jedzenie majonezu, którego funkcję nawet producent jednoznacznie określił jako DEKORACYJNĄ.

Błędem jest też – jak wiadomo – pójście na polonistykę.

A jeszcze większym jest napisanie (po polonistyce!) „błond”.

No właśnie, ale czy na pewno?

Błąd to jest, drogie i drodzy, nieświadome odstępstwo od normy językowej*. Zatem, skoro napisałem „błond” świadomie, czy dalej możemy mówić o błędzie?

Co więcej: czy o błędach możemy mówić w kontekście takich sformułowań, jak „uspać”, „mam horom curke”, „guwniara z paletkom”?

Tu sprawa zaczyna się komplikować i przytoczona wyżej encyklopedyczna definicja błędu nam nie pomoże. Pomóc może nam za to rudymentarna dla polonistek i językoznawczyń definicja zaczerpnięta z Kultury Języka Polskiego*.

Błąd to „[…] sposób użycia jakiegoś elementu języka, który razi jego świadomych użytkowników, gdyż pozostaje w sprzeczności z ich dotychczasowymi przyzwyczajeniami, a nie tłumaczy się funkcjonalnie”*.

No i niby fajnie. I do przodu.

Ale czy na pewno?

„Uspać” niby może Was razić, bo jesteście świadomymi użytkowniczkami języka i wiecie, że powinno być „uśpić”. Ale wiecie też, że matki na forach sięgają po „uspanie”, ponieważ „uśpienie” kojarzyć się może z potoczną nazwą zabiegu eutanazji zwierzęcia. Mamy zatem do czynienia z wprowadzeniem świadomej innowacji językowej, która wolna jest od źle kojarzącego się znaczenia.

„Mam horom curke” zwykle używane jest w kontekście ironicznym i odsyła nas do roszczeniowych zachowań tzw. „madek” (kolejny „błąd”?).

„Guwniara z paletkom” jest z kolei świadomym zabiegiem humorystycznym, który de facto tworzy własną kategorię żartów z uniwersum, w którym Robert Lewandowski i Iga Świątek zamienia się w memiczną sytuację typu:

„-A z czego się pan najczęściej śmieje?

-Jakby guwniara upadła i sobie te głupiom paletke rozwaliła”

No właśnie, ale czy którakolwiek z powyższych form nas naprawdę razi? Oczywiste jest, że to formy niezgodne z normą językową, jednak każda z nich wykracza poza tę normę w określonym celu. Alternatywna forma zapisu odsyła nas do innych znaczeń, zjawisk kulturowych czy społecznych, poszerza możliwości komunikacyjne. Sięganie po wszystkie powyższe formy może być raczej wyrazem świadomości niż niewiedzy.

Wiemy, że formy poprawne to „chorą” i „córkę”, lecz dokonujemy świadomego wyboru językowego, który odwołuje się do szerszego kontekstu, szerszej wiedzy kulturowo-społecznej, w celu uzyskania konkretnego efektu.

Gdyby ktoś na widok zapisu „gunwo” zaczął krytykować autora za brak znajomości zasad ortograficznych, to raczej poprawiającego zapytalibyśmy, czy to jego pierwszy dzień w internetach i czy nie potrzebuje przewodnika.

Co zatem UZNAJEMY za błąd? Ano, bardzo upraszczając: to, co godzi w nasze wyobrażenie o poprawnej polszczyźnie. A to przecież już kwestia bardzo subiektywna*. Dla jednej osoby błędem będzie wszystko to, czego nie ma w słowniku, dla drugiej – wszystko to, co nie brzmi rodzimie (odsyłam do tekstu o zapożyczeniach z języka angielskiego), dla trzeciej – wszystko, co czyni komunikację nieprecyzyjną. Dla czwartej – wszystko to, co stoi w niezgodzie z zero-jedynkowym pojmowaniem języka, do którego przyzwyczaja się nas w szkole. Dla piątej zaś to, co nie znajduje uzasadnienia systemowego.

I tak na przykład dwie pierwsze osoby mogłyby się posprzeczać z trzecią. Dla drugiej bowiem sięganie po „fact-checking” jest zanieczyszczaniem języka anglicyzmami. Dla pierwszej zaś o niepoprawności tego zwrotu świadczy słownikowa nieobecność. Trzecia osoba z kolei chciała użyć jak najbardziej precyzyjnego określenia, a proponowana „weryfikacja faktów” nie oznacza tego samego (nie mówiąc już o tym, że również jest „zanieczyszczeniem” języka. Fakt zapożyczyliśmy z łaciny, vérification z kolei przyszło do nas z francuskiego, który wcześniej zapożyczył je z łaciny).

Pokłócić mogłaby się również osoby czwarta z piątą. Dla czwartej bowiem „włanczać” jest najpaskudniejszym z błędów, bo tak mówiła pani w gimnazjum i przecież nie ma „włancznika”. Dla piątej z kolei „włanczać” ma jak największy sens, ponieważ mówimy [vu̯oṇčyć], a w języku polskim, gdy dochodzi do zmiany aspektu czasownika, zachodzi regularny proces wymiany „o” na „a” (zaprOsić -> zaprAszać)*.

I mamy klasyczny polski krajobraz, w którym każdy napierdala się z każdym, bo może i bo MU SIĘ WYDAJE. W imię obrony subiektywnych kategorii estetycznych ?.

I teraz, żeby była jasność: nie twierdzę, że norma językowa jest nam do niczego niepotrzebna, że chólaj dósza pjełka nie ma. Norma językowa jest nam oczywiście potrzebna, bez niej jakiekolwiek próby ustandaryzowania języka byłyby skazane na porażkę, co z kolei uniemożliwiałoby jego nauczanie. Ba, rozpasanie ortograficzno-gramatyczne odbierałoby nam przecież również fantastyczne możliwości zabawy znaczeniem danych słów przy pomocy manipulowania ich zapisem. Wszystkie „madki” i „guwniary z paletkom” straciłyby sens.

Twierdzę jednak, że wiele zjawisk językowych, które identyfikujemy jako błędne, błędem nie jest. W przypadku wielu kolejnych, o tym, czy są błędne, decyduje tak naprawdę intencja autora(-rki). Często daną formę postrzegamy jako błędną, bo nie znamy kontekstu lub brakuje nam odpowiedniej wiedzy.
Język jest nierozerwalnie związany z tymi, którzy go używają. Nie jest zamkniętym, zero-jedynkowym tworem, choć oczywiście przedstawianie go jako takiego ułatwia edukację, zwłaszcza na wczesnym jej etapie. Przede wszystkim jednak: język jest dla nas, nie my dla języka.

Pamiętajmy, że sposób, w jaki my z niego korzystamy, nie musi być jedynym właściwym. Że nie mamy prawa przymuszać innych, by robili to w taki sam sposób. Wystawianie ocen zostawmy nauczycielom i nauczycielkom.

*Encyklopedia PWN

*A. Markowski, Kultura języka polskiego. Teoria. Zagadnienia leksykalne.

*”Dej” to również tytuł wojskowy tureckich oficerów sprzed kilku wieków.

*Kłosińska K., Hącia A., Mandes S., Adamczyk M., Kiełpińska K., 2017, Postawy wobec języka. Raport z badań przeprowadzonych w ramach programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Obserwatorium Kultury” 2016–2017.

*Po więcej o „włączaniu” odsyłam do wpisu na portalu o.jezyku.pl na ten temat.

W czy na Ukrainie. Narodowy test na empatię.

Przecież z językowego punktu widzenia wszystko zostało już w tej materii powiedziane. Przyimka „na” używamy w stosunku do wysp (na Bermudach) tudzież obszarów przynależących do większej całości (na Śląsku). „W” czy „do” używamy z kolei w stosunku do niepodległych krajów. Do Niemiec, w Polsce. Z „na Węgry” i „na Słowację” sprawa jest i nie jest taka sama jak z „na Ukrainę”. JEST, ponieważ to również były terytoria stanowiące część innego państwa (Austro-Węgier, Czechosłowacji) i NIE JEST, ponieważ Słowacy i [...]

Więcej

Ortoterroryzm, grammar nazi i cyberpoprawiactwo

Albo niech ktoś napisze „włanczać”. O borze, jak my to kochamy. Od razu podnosi się nam na skórze włosie, twardnieje nam krytyczna fraza, już czujemy na języku słodko-słony smak zwycięstwa. Z miejsca możemy sobie takiego delikwenta lub delikwentkę ustawić. Pokazać, że jesteśmy ponad, że kapitał kulturowy, którym obraca nasz(a) interlokutor(ka), to przy naszym kapitale są przecież jakieś drobne. Może na żywo byśmy tego nie zrobili, bo przecież publiczne wytykanie błędu językowego to – powiedzmy sobie delikatnie – [...]

Więcej

Teksty o języku, kulturze i sztuce

Teksty poświęcone zagadnieniom językowym oraz dziełom i produktom kultury.

Teraz możesz zostawić mi swojego maila.

Daję Ci słowo (a nawet całe zdanie!), że poinformuję Cię, gdy na stronie pojawi się nowy tekst. Bo po to tu jesteś, prawda 🙂?