Korporacyjna mianownikoza
Uwaga, polonistyczny RAGE.
Zza okna codziennie rano krzyczy do mnie reklamowy mural. Co krzyczy?
„Warszawo, a Ty z kim podzielisz się Coca-Cola®?”.
I pić właściwie już nie muszę. A z pewnością nie kawy. Wstaję bowiem cały, dęba nawet staję.
Za każdym razem, gdy podnoszę roletę, z życia mi się robi wykrzyknienie.
Ludzie z korpomarketingu, jak to jest możliwe, że w TYM SAMYM ZDANIU w kontekście Warszawy byliście w stanie sięgnąć po wymierający niemalże wołacz, a w odniesieniu do promowanej firmy położyliście deklinację po całości?
Czy to jest realizacja przysłowia? Jeżeli tak, to chciałem przypomnieć, że przysłowie brzmi „cudze chwalicie, swego nie znacie:, nie zaś „cudze (w tym przypadku nasze, tj. polskie) deklinujecie, swego (klienta) nie ogarniacie”.
No, chyba że chodziło o przysłowie „miłe złego początki”. To wtedy tak. Wtedy zrealizowaliście je idealnie.
I teraz żeby była jasność: dobrze wiecie, że nie mam nic przeciwko temu, że język się zmienia, że ludzie oddolnie te zmiany kształtują. Ale mianownikoza polszczyzny pod korporacyjne dyktando, to jednak nie jest to samo. To jest coś, co jednak budzi mój organiczny sprzeciw.
Coca-Colo (patrzcie, tu też się da sięgnąć po piękny wołacz), czy Wam się Paczkomat® na mózgi rzucił?
W pracy redakcyjnej jest taka zasada: może być nawet głupio, byle było konsekwentnie.
Więc może od razu tak: „Warszawa, a Ty z kto napić się Coca-Cola?”?
Przynajmniej będzie śmiesznie.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że czasem chodzi o zachowanie logotypu w niezmienionej formie, ale… wtedy wystarczy ułożyć takie zdanie, do którego będzie pasowała forma mianownikowa. Jeżeli zaś nie pasuje, to przykro mi bardzo, ale korporacyjne interesy związane z ochroną znaków towarowych, nie powinny stać ponad dobrem języka polskiego.
Maciej Makselon