Przedszkolanka czy nauczycielka wychowania przedszkolnego?

Dni temu kilkanaście ktoś zadał pytanie o to, jak może brzmieć maskulatyw od przedszkolanki. Odpowiedziałem.

No i inba. Wiadomo.

Że słowo „przedszkolanka” w ogóle nie istnieje, że zostało wycofane z języka i że obraża nauczycielki wychowania przedszkolnego, gdyż nie podkreśla, że są nauczycielkami.

Jak to nie istnieje? Ktoś właśnie go użył, samo to wyczerpuje zasadę „istnienia”. Notują je też słowniki, google wypluwa tysiące wyników.

I że jak niby ktoś to słowo WY(COOOO?!)FAŁ Z JĘZYKA? Kto ma moc wycofywania słów z użycia?

I jak to obraża? Czy to znaczy, że terminy „polonistka” i „wuefistka” obrażają osoby wykonujące te zawody, gdyż nie podkreślają, że chodzi o NAUCZYCIELKI języka polskiego i wychowania fizycznego? No nie, to po prostu skrócone formy potoczne.

Usłyszałem też (wielokrotnie), że same zainteresowane nie chcą, by je tak nazywać. I to rozumiem.

A dlaczego chcą, by mówić o nich wyłącznie „nauczycielki wychowania przedszkolnego?

Dlatego, że ich pracy zwykliśmy umniejszać, że często sprowadzamy ją do „podcierania pupy” i pilnowania, żeby dziecko nie rozkwasiło sobie nosa. Tymczasem do wykonywania tego zawodu potrzebne są ogromne kompetencje i – a jakże – specjalistyczne wyższe wykształcenie pedagogiczne.

A jednak na ich pensum składa się więcej godzin, zarabiają (jeszcze) gorzej i nie mają dodatków wychowawczych.

I chyba zaczynamy rozumieć tę irytację, prawda?

Działania, które miałyby na celu wyrugowanie słowa „przedszkolanka” z języka – w mojej opinii – nie mają większych szans na powodzenie. Przede wszystkim dlatego, że w języku codziennym dążymy do ekonomizacji wypowiedzi. Mówiąc po ludzku: w luźniej rozmowie ludzie chętniej sięgać będą po określenie jednowyrazowe niż trzywyrazowe. Nie z braku szacunku, lecz z naturalnej skłonności do uproszczeń. Tej samej, która sprawia, częściej mówimy o „polonistce” niż „nauczycielce języka polskiego”.

Mimo tego sytuacja jest jednak stosunkowo prosta. Jeżeli ktoś nie życzy sobie, by mówić do/o niej w określony sposób, to po prostu tego nie robimy. To kwestia podstawowej kultury. Bo też komfort drugiej osoby wart jest chyba wysiłku, który wiąże się z wymówieniem dwóch słów więcej, prawda?

Czy kierowczyni powinna jeździć samochodzicą?

Po raz kolejny dostaję wiadomość (oczywiście od pana) z pytaniem o to, dlaczego zwolenniczkom i zwolennikom feminatywów nie przeszkadza to, że na przykład „zawód” jest rodzaju męskiego. Bo przecież skoro tak im przeszkadza nazywanie się „kierowcą” i muszą wymyślać te całe „kierowczynie”, to może by były konsekwentne i wykonywały nie TEN „zawód” tylko TĘ „zawódkę”.No i ja bardzo przepraszam, ale gdybym był dawną nauczycielką języka polskiego takiego delikwenta, to faktycznie poczułbym zawód tak wielki, że może i [...]

Więcej

Po co nam informacje o wysokości nakładu?

Chciałem zwrócić uwagę na godną pochwały praktykę wydawnictwa ArtRage.Praktyka jest niezwykle prosta: w stopce redakcyjnej ArtRage informuje o wysokości kolejnych nakładów danego tytułu.Jeżeli zajrzycie do książek wydawanych dawniej (na przykład w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych), to również znajdziecie takie informacje.W tytułach wydawanych dziś przez duże wydawnictwa takich informacji nie uświadczycie.Dlaczego?Bo na rynku wydawniczym wszyscy kłamią.Zwłaszcza w materii liczby sprzedanych egzemplarzy.A gdy nie ma informacji o [...]

Więcej

Teksty o języku, kulturze i sztuce

Teksty poświęcone zagadnieniom językowym oraz dziełom i produktom kultury.

Teraz możesz zostawić mi swojego maila.

Daję Ci słowo (a nawet całe zdanie!), że poinformuję Cię, gdy na stronie pojawi się nowy tekst. Bo po to tu jesteś, prawda 🙂?