Reguła większego młotka

Prawo Godwina po polsku moglibyśmy ująć pewnie jakoś tak: „Im dłużej w internecie trwa dyskusja, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś sięgnie po porównanie do Hitlera lub nazistów”.

Wedle rozwinięcia tego prawa, samo pojawienie się takiego porównania zamyka dyskusję.
Sięgnięcie po nie uznaje się również za retoryczną kapitulację. Czemu?

Z tej samej przyczyny, z której za niewydolną konwersacyjnie uznajemy osobę, która do swoich racji próbuje przekonać otoczenie przy pomocy młotka.

Dokładnie tym samym jest popularne argumentum ad (lub reductio ad) Hitlerum, z którym spotykamy się w internecie, które słyszmy z ust polityków, a czasem nawet (o zgrozo!) publicystów. To technika większego, a właściwie największego młotka. Sięgnięcie po niego wyłącza inne opcje.

Porównywanie politycznego przeciwnika do nazistowskiego zbrodniarza nie tylko stygmatyzuje taką osobę, nie tylko prezentuje jako przedstawiciela antywartości. Uniemożliwia również jakąkolwiek merytoryczną rozmowę na niewielkim choćby poziomie zniuansowania. Bo jeżeli inny pogląd na sprawy polityczne, ideologiczne, ba – nawet na wartości! – zostaje zrównany z doprowadzeniem do wojny, w której zginęło około 60 milinów ludzi, ze stworzeniem systemu, który zakładał całkowitą eksterminację całych grup etnicznych, to… gdzie jest przestrzeń na jakikolwiek dialog?

To również przesuwanie granic tego, co dopuszczalne w debacie publicznej oraz ciągłe stymulowanie sytuacji konfliktowej. Takiej, w której nie trzeba sięgać po merytoryczne argumenty (co jest niezwykle wygodne w przypadku ich braku), bo przecież TAKIE konflikty wymagają innych rozwiązań. Parafrazując amerykańskie powiedzenie: „z nazistami się nie negocjuje”.

Argumentum ad Hitlerum to cynicznie wykorzystywany zabieg, który służy przede wszystkim polaryzacji lub wygraniu sporu w nieetyczny (i niemerytoryczny) sposób.

Dobry język to język, który zwraca uwagę na niuanse. Język, który ułatwia komunikację, nie ją zamyka. Język, który służy budowaniu wspólnoty, nie polaryzacji.

Czy kierowczyni powinna jeździć samochodzicą?

Po raz kolejny dostaję wiadomość (oczywiście od pana) z pytaniem o to, dlaczego zwolenniczkom i zwolennikom feminatywów nie przeszkadza to, że na przykład „zawód” jest rodzaju męskiego. Bo przecież skoro tak im przeszkadza nazywanie się „kierowcą” i muszą wymyślać te całe „kierowczynie”, to może by były konsekwentne i wykonywały nie TEN „zawód” tylko TĘ „zawódkę”.No i ja bardzo przepraszam, ale gdybym był dawną nauczycielką języka polskiego takiego delikwenta, to faktycznie poczułbym zawód tak wielki, że może i [...]

Więcej

Po co nam informacje o wysokości nakładu?

Chciałem zwrócić uwagę na godną pochwały praktykę wydawnictwa ArtRage.Praktyka jest niezwykle prosta: w stopce redakcyjnej ArtRage informuje o wysokości kolejnych nakładów danego tytułu.Jeżeli zajrzycie do książek wydawanych dawniej (na przykład w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych), to również znajdziecie takie informacje.W tytułach wydawanych dziś przez duże wydawnictwa takich informacji nie uświadczycie.Dlaczego?Bo na rynku wydawniczym wszyscy kłamią.Zwłaszcza w materii liczby sprzedanych egzemplarzy.A gdy nie ma informacji o [...]

Więcej

Teksty o języku, kulturze i sztuce

Teksty poświęcone zagadnieniom językowym oraz dziełom i produktom kultury.

Teraz możesz zostawić mi swojego maila.

Daję Ci słowo (a nawet całe zdanie!), że poinformuję Cię, gdy na stronie pojawi się nowy tekst. Bo po to tu jesteś, prawda 🙂?